czwartek, 5 czerwca 2014

Składniki kosmetyków - czy faktycznie odżywiają i regenerują?

Dziś będzie znowu o olejach. Można o nich długo i namiętnie pisać. Jeżeli będziecie mieli już dosyć, piszcie ;)

Jednakże pozwoliłam sobie na kolejną notkę o olejach, ponieważ wpadły mi w ręce dwa produkty kosmetyczne. Po przeczytaniu ich składu postanowiłam napisać o ich składzie zbulwersowana i zażenowana. Te kosmetyki to odżywka do włosów i szampon firmy Dove z nowej serii: Noutrive solutions. Otóż jak głosi etykieta tylna "zawiera lekki, nie natłuszczający kompleks odżywczych olejków z olejkiem arganowym".

A skład wygląda tak: aqua, sodium laureth sulfate, glycol distearate, sodium chloride, cocos nucifera oil, argania spinosa kernel oil, prunus amygdalus dulcis oil, glycerin, dimithiconol, dimethicone, guar hydroxypropyltrimonium chloride, amodimethicone, cetrimonium chloride, parfum, cocamidopropyl betaine, cocamide mea...

I tak dalej, tych późniejszych składników już nie zrozumiemy, jest ich jednak ogrom, a połowa ich nazw to same cyfry. Co to są te składniki i ile oleju jest w odżywce i szamponie z olejem? I co to za olej, który "nie natłuszcza"?

Po kolei skład: 
- woda, jak wiadomo jest we wszystkim, co płynne, tego się nie czepiam (o ile nie stanowi 90% składu)
- sodium laureth sulfate - tu już gorzej, to laurylosiarczan sodu, tzw. SLS, syf nad syfy, nawet wikipedia głosi, że "Związek ten jest szeroko stosowany jako detergent o charakterze jonowym. Działa drażniąco na skórę i może powodować wiele problemów skórnych". Obecny jest we wszystkich chemicznych produktach, bo łatwo go pozyskać, występuje m.in. w detergentach do mycia... okien... sedesu... naczyń... ale też w tonikach do twarzy, mydłach, żelach pod prysznic i produktach do włosów. Produkt wszech czasów ze względu na swoją uniwersalność, nieprawdaż? Bez niego są naturalne produkty i kosmetyki dla dzieci. Jego obecność w składzie na 2. miejscu jest mocno niepokojąca - efektem SLS dla skóry są podrażnienia, czerwone plamy, łuszczenie skóry... A znajduje się w składzie kilka razy w kilku odmianach
- cocamidopropyl betaine, mea - sam składnik jest nieszkodliwy, ale niestety razem z SLS-em wywołuje niepożądane efekty - przesuszenie skóry, łupież, wypryski na skórze owłosionej i alergiczne zapalenie skóry
- dimethicone, dimethinonol etc. - zaostrzają trądzik, podrażniają skórę
- glikole - miesza się z łojem, w efekcie zatyka ujścia gruczołów
- MEA, TEA - mylące nazwy, to są zwykłe detergenty, nazwano je tak, żeby się kojarzyły z naturą... działa na Was? W efekcie poszczególne składniki łączą się, MEA i TEA są po prostu rakotwórcze. Nie stosujcie go do miejsc intymnych...
- PEG - czyli Polyethylene Glycol, zatyka pory skórne, jego długie stosowanie może powodować stan zapalny i wysięk (widoczny głównie na twarzy i w pachwinie), wersja light: pękanie naskórka
- Cetrimonium Chloride, tj. sól amoniowa, związek aktywny powierzchniowo, co oznacza, że działa na powierzchni włosa - ułatwia rozczesywanie, powoduje, że się nie elektryzują, błyszczą się, takie tam cuda na kiju. Przy okazji tak oblepia włos, że uniemożliwia dotarcie ważnym składnikom odżywczym. Aha, btw, służy także do odkażania od bakterii...

Można by tak długo się jeszcze rozpisywać. Ale po co - kupujmy szampony bezpieczne, zwracajmy uwagę na ich skład. Najgorszy jest SLS. A do odżywiania wybierajmy nie coś, co "nie natłuszczający kompleks odżywczych olejków z olejem arganowym", ale po prostu olejek arganowy, macadamia, kokosowy... jaki chcecie. Ja po umyciu włosów nakładam raz taki, raz owaki olejek, ale nie na skórę głowy i całe włosy (mam ich za dużo ;)), tylko na końcówki. Do tego raz w tygodniu maska (pisałam już o różnych maskach, jeżeli chcecie, mogę jeszcze o nich coś napisać, wrzucić jakieś nowe). Zatem - nieduża to inwestycja kupno produktów naturalnych. A za to dlugofalowa. W co lepiej inwestować, jeśli nie w siebie? Urodę naprawdę da się łączyć ze zdrowiem :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Wiosenno-letnia skóra twarzy, szyi i dekoltu

Kochani, dziś będzie o pielęgnacji skóry w okresie silnego nasłonecznienia. Chyba nie muszę pisać, że trzeba dbać o skórę, to są takie truizmy, o których wie każdy. A przynajmniej wiedzieć powinien. Zatem bez zbędnych ceregieli:


1. Zimą nie nosimy golfów, tylko delikatne chusty tzw. kominy, z kaszmiru lub jedwabiu. Nie ocierają się ciasno o skórę, więc jej nie wysuszają tak bardzo jak normalne golfy, zwłaszcza ze sztucznych tkanin.


2. Kiedy odsłaniamy dekolt wiosną, pokazujemy nasze piękno, ale też wystawiamy się na działanie czynników atmosferycznych: wiatr i słońce. Dlatego ważne jest nawilżanie i filtry słoneczne.


a. jak nawilżać: raz w tygodniu kwas hialuronowy, codziennie domowej roboty krem z witaminą C i D-panthenolem (składniki i receptura jak zwykle z Manufaktury Kosmetycznej), może być też zamiast D-panthenolu koenzym Q10, ale ja jeszcze czuję się za młoda na taką odnowę przeciwzmarszczkową.


b. filtr wybierajcie dowolnie, ja co rok stosuję inny, więc nie chcę się wymądrzać. Patrzcie koniecznie na skład, żeby nie było niepotrzebnych, szkodliwych składników (będzie o nich oddzielna notka).


3. Pić, pić i pić - dużo wody, ale uwaga, mineralnej, nie źródlanej.


4. Peelingować - oczyszczanie nigdy dość, ale do twarzy i dekoltu dobrze jest stosować coś delikatniejszego niż lawa wulkaniczna ;) moim hitem jest peeling z pestek moreli - do całego ciała. Do twarzy i dekoltu stosuję go również, ale nieco lżej, żeby nie podrażnić skóry.


5. Odświeżam skórę hydrolatem, mój ulubiony to różany, wiosną i latem stosuję go rano do pielęgnacji. Nie mogę bez niego żyć od kwietnia do września! Rozświetla twarz, wygląda na świeższą, dobrze nawilża. Zanim wklepiecie krem, poczekajcie parę minut.


6. Oleje roślinne: ważna sprawa, świetnie nawilżają suchą skórę także oleje roślinne, między innymi  avocado czy migdałowy. Natłusczają, wygładzają i odżywiają. Stosuję na zmianę z kwasem - raz lub dwa razy w tygodniu. Skóra jest po nich zdecydowanie piękniejsza i zdrowsza. Wsmarowuję również w skórę głowy dookoła twarzy, tj. na granicy z włosami. Tam skóra często jest przesuszona po noszeniu czapek, dlatego też wymaga regeneracji.


7. Zamieniamy czekoladę i cynamon na warzywa i owoce! Ale uwaga na masówki, nie kupujcie w marketach, tylko na małych targach albo w zaufanych miejscach. Patrzcie, skąd do nas przyjeżdżają warzywa i owoce. Jest różnica między przepełnionymi chemikaliami truskawkami z Hiszpanii a polskimi truskawkami, na które jeszcze nie przyszedł sezon.


To moje sposoby, a Wasze są jakie? Piszcie :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Eko i oszczędnie czyli oświetlenie LED

Od chwili kiedy założyłam tego bloga wprowadziłam w swoim życiu wiele zmian. Zwykłe, sklepowe kosmetyki zastąpiłam naturalnymi, które nie zawierają substancji szkodliwych. Do swojej diety wprowadziłam wiele wartościowych produktów bez syntetycznych dodatków. Dzięki temu czuję się znacznie lepiej fizycznie i psychicznie. Jestem świadoma tego jakie produkty wybieram i przy tym pomagam sobie, swoim najbliższym jak również środowisku.

Właśnie aby ograniczyć negatywny wpływ na środowisko od dłuższego czasu zastanawiałam się nad wymiana żarówek na energooszczędne. Ponieważ tematy związane z technologią produkcji i z użytkowaniem różnych żarówek były mi całkowicie obce to dużo na ten temat wcześniej poczytałam. Zależało mi, aby mój wybór był świadomy, jak najlepszy dla mnie i dla przyrody. W ten sposób dowiedziałam się, że żarówki energooszczędne w ogóle nie są przyjazne środowisku. Przy ich produkcji używa się szkodliwych substancji jak rtęć i ołów. Utylizacja jest bardzo problematyczna, ponieważ bardzo dużo osób po prostu wyrzuca takie żarówki razem ze zwykłymi śmieciami (pewnie większość nawet nie wie że tak nie wolno robić), przez co trujące pierwiastki dostają się często do środowiska i dalej do organizmów roślin, zwierząt i w końcu... naszych. Niestety kolejnym minusem jest stosunkowo krótka żywotność takich żarówek, co dodatkowo szkodzi środowisku. Aby dopełnić ten już czarny obraz dodam, że żarówki energooszczędne migają z dużą częstotliwością, przez co wzrok szybko się męczy.

Zupełnie inaczej jest z żarówkami LED i dlatego na nie padł mój wybór. Nie będę się rozpisywała na temat zalet żarówek LED – informację w pigułce na ten temat można znaleźć np. na tej stronie firmy Ledigo dotyczącej żarówek LED.  Do zadania wyboru odpowiednich żarówek podeszliśmy z moim chłopakiem projektowo. Ustaliliśmy kryteria wyboru, określiliśmy budżet i planowany termin wymiany.

Najważniejsze dla nas było, aby światło miało przyjemną w naszym odczuciu barwę. W mieszkaniu zdecydowanie preferujemy światło białe ciepłe ponieważ dobrze nam się przy nim wypoczywa. Tylko do lampki, którą używamy do czytania lub podświetlenia wieczorem klawiatury laptopa wkręciliśmy żarówkę LED z zimną barwa światła, sprzyjającą bardziej pracy.

Ponieważ mamy w domu kilka żyrandoli o dość nietypowych kształtach to ważne dla nas było aby wybrać żarówki o odpowiednich gabarytach oraz wyglądzie. Nie chcieliśmy aby Ledy przyciągały uwagę więc zdecydowaliśmy, że żarówki muszą być białe z mlecznym szkłem.

Braliśmy pod uwagę tylko takie firmy, które dają przynajmniej 2 lata gwarancji na swoje produkty pomimo, że jak wyliczyliśmy, inwestycja zwróci nam się już po około 8 miesiącach.

Inwestycji dokonaliśmy w grudniu, kilka tygodni przed świętami. Wybraliśmy żarówki LED Ledigo z przetwornicą CCD. Dzisiaj mogę się już podzielić pierwszymi wrażeniami. Najważniejsze to, że zaczęłam prowadzić excela z bieżącym zużyciem prądu, który pokazuje jak udało nam się ograniczyć zużycie prądu w naszym mieszkaniu. To dla mnie duża satysfakcja, bo oprócz korzyści dla środowiska spadną nam rachunki za prąd. Rozliczamy się na podstawie prognoz sześciomiesięcznych więc na niższe rachunki musimy jeszcze trochę poczekać. I już nie prowadzę excela bo już wiem, że się opłaca :) Bardzo się cieszę, z wymiany żarówek na LED. Już teraz zaczęłam się zastanawiać na co przeznaczę pieniądze zaoszczędzone na prądzie :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

Wiosenne włosy pełne słonecznego blasku

Brzmi ładnie, prawda? Niestety jednak słońce nie pomaga włosom. Moje ciemnobrązowe zamieniają się w jasnobrązowe, robią się cieńsze, a skóra głowy sucha. Kolor rozjaśnia się raczej latem niż wiosną, ale zmiany na skórze zauważyłam już teraz. Co robić, żeby wiosną i latem mieć piękne włosy? Przedstawię Wam porady, które dostałam oraz to, co robiłam do tej pory.

Jedzenie.
Włosom możemy pomóc nie tylko poprzez zabiegi, kosmetyki, filtry UV itd. Włosom wręcz mniej trzeba będzie pomagać od zewnątrz, jeżeli od wewnątrz będą dobrze zadbane. Wszystko sprowadza się do tego, jak się odżywiamy. Wiosna jest czasem, kiedy zaczynamy mieć dostęp do coraz większej liczby świeżych produktów. Dlatego należy wcinać wszelkie warzywa i owoce. Ale - ostrożnie - takie kupowane w wielkich marketach niekoniecznie są źródłem witamin - sprawdajcie kraj pochodzenia, datę przydatności, skład. Kupujcie świeże, zdrowe, w miarę naturalne produkty - najlepiej na bazarach albo w małych sklepach. Jedzcie wszelką zieleninkę, od pietruszki przez strączkowe aż do kapusty. Kapusta do bomba witaminowa.
Do tego w okresie potnym, czyli takim, w którym się pocimy, bo nas praży słońce, należy pić więcej - dużo więcej. Zimą staram się pić wodę, chociaż kiedy jest mróz, to moje gardło nie zachwyca się zimnym napojem, dlatego w tym okresie częściej piję herbatę (dobra, czekoladę też, ale rzadziej!). Wiosną jednak herbatę odstawiam w kąt (zostaje zielona, bo jest bardzo wartościowa, poza tym poranku sobie bez niej nie wyobrażam!), a do pracy zabieram codziennie 1,5l wodę. Na szczęście pojawiła się niedawno na rynku wersja 1l wody, na którą czekałam od lat. I noszę sobie 1l wodę. A w domu dopijam kolejny litr (plus-minus pół).
Ogólnie odstawiamy też tłuste mięcho, marynowane warzywa, ocet, przyprawy typu cynamon, a stawiamy na jedzenie lekkostrawne.
O jedzeniu póki co tyle - później dodam jakieś przepisy.

Pielęgnacja.
Wiosną zaczynam więcej poświęcać czasu na pielęgnację ciała, również włosów. Polecam Wam taki zestaw pielęgnacyjny:
- włosy myjemy częściej (w moim przypadku to oznacza średnio 3 w tygodniu)
- stosujemy odżywkę do skóry głowy (po każdym myciu)
- robimy maski na włosy (mniej więcej 1 na tydzień)
- częściej czeszemy włosy
- stosujemy filtry UV również do włosów
- zasłaniamy głowę przed prażącym słońcem
- nie stosujemy suszarki (słońce wystarczająco wysusza, a suszarka negatywnie wpływa na włosy)
- odżywiamy odżywką w sprayu włosy suche (przepis? np. woda+sok cytrynowy+miód+sok ogórkowy)

Maska miodowo-kokosowa z Manufaktury Kosmetycznej. Otóż na MK pojawił się ostatnio przepis na maskę do włosów. Oczywiście musiałam od razu wypróbować, kiedy dostałam o niej informację. Przepis znajdziecie tu, nie ma sensu, żebym go kopiowała: Maska miodowo-kokosowa.
Czy działa? Owszem i to szybko - już po pierwszym zabiegu widać efekty! A jak działa? Odżywia. Włosy są lśniące, końcówki mocniejsze. A zapach... rafaello miodowe, mniam. Po kilku zabiegach włosy ładniej się układają, są prostsze, takie mocniejsze, mniej widoczne są połamania. Widzę, że moje włosy przeżywają rozkosz.

A Wy jakie macie sposoby na wiosennąpielęgnację włosów?

czwartek, 17 kwietnia 2014

Piękna nie da się kupić

Zdrowie jest najważniejsze. Uroda zdecydowanie mniej. Wszelkie zabiegi, naciągania, liftingi, wyszczuplania, operacje, implantacje - to wszystko jest tymczasowe. Możemy jednak dbać o zdrowie, a to przełoży się samoczynnie i na urodę. Dobrze dbać o to, co jemy, co nosimy, czym się smarujemy - żeby było naturalne, wówczas będzie współgrało dobrze z naszymi organizmami, nie będzie nam szkodziło. Po to właśnie piszę moje eko - żeby być zdrowym i bliżej natury. Nie po to, żeby być pięknym. Myślę, że rodzimy się piękni - wewnętrznie. Piękna nie widać. Jeżeli ktoś żyje tylko po to, żeby mieć ładną powłokę... to nie jest piękny. Nawet jeżeli będzie najsmuklejszy i najjędrniejszy na świecie. Mam nadzieję, że się ze mną zgadzacie. Jeżeli nie - piszcie dlaczego. 

Dziś nie będzie przepisów na zewnętrzne piękno. Dziś chcę życzyć wszystkim dobrze przeżytych świąt Wielkanocnych. A niewierzącym - wypoczynku w ten dłuuuugi weekend.

A nie wytrzymam i napiszę jednak coś eko... 
Na świąteczne obżarstwo polecam napar z bratka, czyli fiołka trójbarwnego. Obrzydliwie pachnie, jeszcze gorzej smakuje, ale świetnie oczyszcza z toksyn. To nie jest środek przeczyszczający. Ale jeżeli najecie się dużo i nie wiadomo czego, to bławatek Was oczyści od wewnątrz i znikną wszelkie objawy niezdrowego czy tłustego jedzenia na skórze.

A na zaparcia... to najlepiej się po prostu nie przejadać. Moja zasada - owszem, babciu, spróbuję wszystkiego, ale po kawałeczku. Trzeba być twardym. A tym mniej asertywnym potem polecam napar z lnu, suszone śliwki i czerwoną herbatę. Z kolei w lany poniedziałek - trening. Jeżeli nas zamoczą podczas biegania, to tym lepiej - dodatkowe orzeźwienie ;)

A zatem - wszystkiego dobrego i do zobaczenia za tydzień! 
Mam już pierwsze wiosenne porady, strasznie mnie kusiło, żeby teraz już je napisać, ale nie chciałam Wam mącić w głowach tuż przed świętami...

wtorek, 8 kwietnia 2014

wiosna - czas (p)obudzić w sobie piękno

Wiosna już pełną gębą nadeszła. Jeżeli myjecie okna i wymieniacie opony oraz zimowe płaszcze na wiosenne, "lekkie", to nie zapomnijcie też o kosmetykach! Kiedy za oknem nie ma śniegu, a temperatura wzrasta powyżej 10 stopni Celsjusza, słońce staje się coraz ostrzejsze itd. - czas na zmiany w pielęgnacji ciała, zarówno skóry, jak i włosów. Oczywiście nie można zapomnieć także o odżywianiu.

Dotychczas stosowałam kosmetyki rozświetlające i odżywiające. Ale nie dawały zbytniego efektu, może raczej placebo. Skóra nadal była taka... zimowa. Sucha, szara, matowa. Be. W tym roku będzie inaczej. Zwracam się do moich specjalnych specjalistów, pomagających mi w zmianach na eko. Kiedy tylko dostanę od nich pakiet informacji - podzielę się z Wami od razu.

Dla tych, co nie śledzą notek od początku, krótkie wprowadzenie. Nad moim eko życiem czuwają trzy dobre duchy. W kwestii wiosennych porządków w kuchni, szafie i łazience czekam na poradę kochanej kosmetyczki oraz sugestie z Manufaktury Kosmetycznej. Mama z kolei doradzi mi, co jeść, a czego nie. Jakie produkty odżywią właściwie włosy i skórę, jakie będą dobre, aby nie dać się przesileniu, co pobudzi organizm itd. Już Mama będzie dobrze wiedziała jako technolog żywienia, co mi poradzić.

Dziś więc notka bez tradycyjnego wymądrzania ;) Ale za to pełna nadziei - już nie mogę się doczekać informacji. Chcę chłonąć. Tak na marginesie, to widzę, że moja skóra i włosy też chcą chłonąć albo nawet powiedziałabym, że tego potrzebują. Dlatego tym bardziej liczę na cenne porady. Oczywiście nie omieszkam się nimi podzielić.

A może Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na (p)obudzenie organizmu do wiosennego piękna?
Piszcie koniecznie! :)

piątek, 28 marca 2014

Kwasem po twarzy

Dziś będzie o tym, jak to kwasem po twarzy lać należy i że nie zawsze to szkodzi.  Mowa bowiem o kwasie hialuronowym, którego aż żal na twarz nie nakładać. Na twarz, a nawet na szyję i dekolt.
O właściwościach kwasu pisałam w notce poprzedniej (O kwasie w czasie kwaśnej pogody), dlatego nie będę się powtarzać. Przypomnę tylko, że jeżeli chcemy być piękne i młode dłużej - to powinnyśmy używać tego kwasu. Koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne zresztą cały czas nam o tym przypominają i oferują coraz to nowe produkty z kwasem. A raczej z jego szczątkową ilością. Dużo lepiej jest stosować czysty kwas hialuronowy. Trzeba jednak wiedzieć: jak i kiedy (skoro już wiemy, dlaczego) oraz skąd wziąć kwas.

Skąd wziąć kwas hialuronowy?
Mój pochodzi z oczywiście Manufaktury kosmetycznej (tu macie link). Jak widać, nie jest to drogi produkt, ale kosmetyki z 0,5% kwasu w składzie kosztują krocie... Nie dajmy się zwieźć. W gotowych kosmetykach płacimy za barwniki, zapachy, emulgatory, dystrybucję, kartonik, marżę itd. Czy warto? Ja wybieram gotowy produkt, bo składniki wymienione w poprzednim zdaniu w ogóle mnie nie interesują i wolałabym, żeby moja skóra nie miała z nimi styczności. Stawiam więc na czysty kwas.

Jak używać kwasu hialuronowego?
Sprawa jest prosta: nigdy nie wolno nakładać samego kwasu. To zbyt aktywna i silna substancja. Ja łączę kwas z olejem macadamia. Mój przepis na twarz, szyję i dekolt to dwie pompki oleju macadamia i dwie pompki kwasu hialuronowego (na samą twarz wystarczy po pompce). Rozsmarowuję, aby się w miarę połączyły i hops - kwasem po twarzy. Ot i co.

Kiedy stosować kwas hialuronowy?
Skóra młoda, czyli do 25 roku życia wystarczy 1-2 razy w tygodniu. Później można częściej. Ja stosuję raz na 2-3 tygodnie i też nie narzekam na brak efektów ;) Ważne jest, żeby nie przesadzić. Skóra starsza natomiast potrzebuje tego kwasu dużo więcej, więc spokojnie można robić sobie kurację następującą: co dwa dni przez dwa tygodnie.
Drugi aspekt owego "kiedy" to pora dnia. Ja stosuję kwas rano i tylko rano. Ważną informacją jest to, że kwas nie wchłania się tak szybko jak kremy, więc trzeba poczekać parę minut dłużej przed nałożeniem dalszych warstw pielęgnacyjno-makijażowych. Ale jest to też kwestia indywidualna, mi się krem wchłania około 5 minut, natomiast koleżanka mówi, że niemalże błyskawicznie. Pewnie ma na to wpływ też ilość oleju, którą do tego celu wykorzystamy.

I jeszcze efekty. Cóż... skóra po oleju jest gładka, napięta, nawilżona, wygląda lepiej, świeżej, zdrowiej. No i cienie znikają pod oczami <3 Dlatego warto spróbować. Piszcie, czy używacie, jak to robicie i czy zauważacie takie same efekty.

Do napisania!